Pierwsze 3 miesiące były ciężkie....ciągła walka o zdrowie i życie naszego Bohatera..... pokonaliśmy zakażenia, gronkowca, niezliczone ilości bakterii, które uwielbiały mojego synka..... pokonaliśmy uzależnienie mojego synka od tlenu, niezliczone ilości przetaczania erytrocytów lub krwi,pokonaliśmy ratinopatie, aż wkońcu pokonaliśmy zatrzymanie akcji serca......Wszystko po to aby 13 września odebrać MAŁEGO WIELKIEGO BOHATERA z oddziału Patologii Noworotka do domu, domu gdzie czekało łóżeczko, kochający i stęsknieni rodzice, dziadkowie.....
A teraz jesteśmy najszczęśliwszymi rodzicami na świecie, jesteśmy rodzicami Bohatera, który wygrał piekielnie trudną walkę po to abyśmy byli szczęśliwi, abyśmy mogli pokazać Mu cały świat, aby opowiedzieć mu jaki był jest i będzie dzielny, że wygrywając tą walkę wygrał wszystko co najpiękniejsze, co najwspanialsze......
A dziś mój słodziak nadgania rówieśników, potrafi już:
-obracać się z brzuszka na plecki i na odwrót,
- obracać się wokół własnej osi,
- pełzać,
-wysoki podpór opanował do perfekcji:)
-mówi : tata, baba, dziadzia,
-szykuje się do czworakowania....
I wszystko to robi z prędkością światła, aż boje się jak zacznie chodzić, nie dogonie go.....
Jedno jest pewne: Kochałam, kocham i zawsze będę Go Kochać.....mojego Małego Wielkiego Bohatera:)